Filozofia

Rodzice i dzieci: jak wnieść więcej harmonii i świadomości w te relacje

Co robić, gdy miłość zmienia się w presję?

„Kiedy po raz pierwszy przyjechałem na Zachód”, powiedział tybetański lama, „pomyślałem: oto jak wychowywać dzieci na całym świecie. Z taką samą troską, miłością, uwagą ...” Wyrażenie takiej troski podczas rozmowy o Dharmie było niezwykłe. Do tej pory chodziło o „nagą świadomość” - zdolność umysłu do widzenia własnej natury.

Ale jak statek, który zmienia bieg w spokoju, by złapać wiatr, lama nagle poprowadził rozmowę w innym kierunku. Zacisnął usta i zmarszczył czoło, skrzywił się, parodiując rodziców, którzy nie przebudzili się u swoich dzieci: „Rybie, spróbuj. Podoba ci się, moja jaskółka?” Pochylił się i zamarł, jakby pochylając się nad wyimaginowanym dzieckiem, i przez chwilę wyglądał jak ptak wiszący nad jego pisklętami.

Pochodzący z medytacji w tak niezwykły sposób, wszyscy słuchaliśmy od razu. W międzyczasie lama kontynuował: „W Tybecie lub Nepalu tego nie zobaczysz. Jeśli dziecko jest niegrzeczne, jest lane, płacz zostanie umieszczony w kącie i przestanie zwracać na niego uwagę. Z powodu tego leczenia dzieci czasami stają się ponure i przestają się interesować To nie jest zbyt dobre, ale później odkryłem, że na Zachodzie relacje między rodzicami a dziećmi są często bardzo skomplikowane. W Nepalu nie ma czegoś takiego.

I równie szybko Lama zamknął temat. Zacząłem nawet wątpić, czy wszystko słychać poprawnie. Zazwyczaj tybetańscy nauczyciele mówią o szczególnym statusie matek, ich uprzejmości, dzięki której, będąc małymi bezradnymi dziećmi, mamy szansę przetrwać na tym świecie. My, ludzie Zachodu, trochę przerażamy takie rozmowy, ponieważ jesteśmy przyzwyczajeni do nie zwracania uwagi na te podstawowe aspekty relacji matka-dziecko, preferując banalny konflikt między ojcami a dziećmi. Według tradycyjnych tybetańskich pojęć, dla wszystkich niezliczonych żyć, które żyjemy, każda żywa istota była kiedyś naszą matką. Wyobrażając sobie ofiary, które składały dla nas wszystkie nasze matki, możemy pielęgnować życzliwy stosunek do wszystkich wokół nas. Przyzwyczailiśmy się do takiej natury rozmów o matkach, byliśmy zaskoczeni słysząc lamę, która, choć niedbale, zauważyła, że ​​relacji, które rozwijają się z naszymi obecnymi rodzicami, nie można nazwać prostymi. Nasze problemy uderzyły go tak, jak kiedyś - idea, że ​​każde stworzenie można uznać za naszą własną matkę. Szczerość Lamy zaintrygowała mnie i byłem trochę rozczarowany, że postanowił dalej nie rozwijać tego tematu.

Jednak dzień lub dwa później, podczas kolejnej rozmowy, pytanie zadał inny Lama, Drubwang Tsokny Rinpocze, trzydzieści pięć lat. Praktycznie w tych samych warunkach wyraził zdziwienie irytacją i urazą, którą wielu zachodnich studentów karmi swoich rodziców. Było jasne, że naprawdę martwi się tym problemem. Tego wieczoru zostawiłem notatkę komuś z organizatorów rekolekcji, informując mnie, że jeśli nikt nie wyjaśni tego pytania lamie, byłem gotowy to zrobić. Następnego ranka po sesji medytacyjnej powiedzieli mi, że lama chce ze mną porozmawiać.

Tsokni Rinpocze przywitał mnie przyjaźnie i serdecznie. Zachowywał się naturalnie i, po odrzuceniu moich prób dopełnienia formalności, wykazał gotowość natychmiastowego podjęcia działań.

„Uwaga rodziców wiąże się z ogromnymi oczekiwaniami” - zacząłem - „Zachodni rodzice nie są skłonni wierzyć, że ich dzieci już są tym, kim są. Wydaje im się, że ich obowiązkiem jest uczynić ich tym, czym myślą, że powinni być. Dla dzieci to jak kamień do serca ”.

„Nacisk”, powiedział lama.

„Nacisk”, zgodziłem się. „Aby się przed tym chronić, dzieci tworzą dla siebie rodzaj zbroi. Podrażnienie jest częścią reakcji obronnej”. Powiedziawszy to, przypomniałem sobie jednego z moich pacjentów, którego rodzice, jak powiedziała, „mieli dla niej kwotę” - tak postrzegała ich postawę. Zawsze wydawało jej się, że nie mogą jej zaakceptować - zbyt niezależne, może nawet niebezpieczne, a jednocześnie - źródło niekończących się rozczarowań: wszystko nie działa tak, jak powinno. Ta dziewczyna odeszła od rodziców, oddzieliła się od innych ludzi iw rezultacie cierpiała z powodu samotności i braku relacji opartych na zaufaniu. Wyciskając jedną dłoń w pięść i przykrywając ją drugą, wyciągnąłem ramiona. Zaciśnięta pięść symbolizowała dziecko odziane w zbroję i rękę z góry - oczekiwania rodziców: „Cała energia jest skierowana na opór. A wewnątrz jest jedna pustka. Ale nie to, co w buddyzmie wiąże się z wyzwoleniem. Ta pustka nie ma nic wspólnego z wolnością. „

„Dewastacja”, powiedział lama. Zrozumiał mnie.

„Psychoterapeuci nazywają tę powłokę fałszywą osobowością. Jej dziecko formuje się, by jakoś poradzić sobie z nadmiernymi oczekiwaniami lub, przeciwnie, z uczuciem, że nikt go nie potrzebuje. Całkowity brak troski Problem polega na tym, że dzieci bardzo często tracą kontakt z tym, w kim są głęboko. Po pewnym czasie wszystko, co wiedzą o sobie, jest tylko zbroją związaną z urazą, strachem i spustoszeniem. Starają się znaleźć, nauczyć się, ujawnić siebie Ja jednak nie rozumiem dokładnie, jak to zrobić, dlatego przychodzą tutaj - okrążyłem dłoń wokół budynku, w którym miało miejsce odwrót.

„W takim przypadku może nie jest tak źle” - uśmiechnął się Lama.

Wiedziałem, że gdzieś ma rację. Duchowe odrodzenie w naszych czasach jest w dużej mierze wynikiem rozczarowania. Ambitni, dominujący i opiekuńczy rodzice produkują dzieci, które aspirują do czegoś więcej niż niekończące się osiągnięcia w tej czy innej dziedzinie. Pragnienie lepszego poznania siebie jest często zakorzenione w poczuciu, że nikt cię naprawdę nie zna. W naszej kulturze jest to czasem spowodowane alienacją, która istnieje między rodzicami a dziećmi, którą rozmawiałem z lamą. Jednakże powodem tego jest czasami zbyt bliski i zdezorientowany związek rodzic-dziecko. Jeśli dzieci postrzegają siebie wyłącznie przez pryzmat komunikacji z rodzicami, krewnymi i kulturą, w której są wychowywane, mogą nigdy nie wiedzieć, kim naprawdę są.

Tsokni Rinpocze uważał, że inspiracja, którą praktykują niektórzy uczniowie, jest pełna wściekłości i walki. „Rodzice podchodzą do wychowywania dzieci jako swój obowiązek”, powiedział mi, „Ale gdy tylko dziecko dorośnie, natychmiast uwalnia je z gniazda. Spełniły swój obowiązek rodzicielski, wypełniły zobowiązania wobec dzieci. A dziecko czuje się, jakby zostało odcięte „

Lama miał rację. Często rodzice uważają, że ich jedynym zadaniem jest pomóc dzieciom stać się niezależnymi osobami. Gdy to się stanie, rodzice zaczynają czuć się niepotrzebni. Czasami ich emocjonalne powiązanie z potomstwem jest tak słabe, że gdy staną w obliczu trudności związanych z wiekiem przejściowym dziecka, zostają wyeliminowane na zawsze.

Co więcej, czekamy na tę alienację i uważamy to za początek końca. Mój przyjaciel zapytał niedawno moją żonę, czy nasza trzynastoletnia córka zaczęła się od nas oddalać. - Nadal masz wszystko przed sobą - powiedział żarliwie. Ale, jak słusznie zauważył lama, dzieci (nawet dorośli) nigdy nie przestają potrzebować miłości swoich rodziców. „Radosna” prognoza mojej przyjaciółki faktycznie pokazuje, dokąd doprowadziła nas nasza kultura. Znamy tylko kilka modeli rozwoju relacji między rodzicami a ich rosnącymi dziećmi, a wszystkie te modele nie odnoszą sukcesu. Jednocześnie życie rodzinne wymaga tego samego poświęcenia i zaangażowania, jakie wnosimy do jogi i medytacji, gdy doświadczamy trudności w praktyce. I tak jak nie pozwalamy, aby nieuchronna frustracja związana z praktyką duchową odciągnęła nas od naszej ścieżki, tak nie powinniśmy pozwolić, by gniew i irytacja związane z życiem rodzinnym przerodziły się w nienawiść. Główną trudnością w procesie wychowywania dzieci jest traktowanie dziecka jako osoby, którą już jest - i nie próbowanie przekształcenia go w osobę, której nigdy nie może stać się. A rodzice powinni być traktowani w ten sam sposób.

Zdjęcie: unsplash.com/@carolinehdz

Obejrzyj film: Webinar z Sarah Marshank - Jak odkryć swoje najgłębsze JA i odnaleźć głęboki SENS swojego ŻYCIA (Październik 2019).

Загрузка...